Śluby to temat rzeka. Napisano już o nich tyle, że ciężko zwrócić uwagę na temat, który nie został wcześniej poruszony. Ja mam swoją obserwację odnośnie ślubów, którą uświadomiłam sobie dopiero niedawno.

Jest coś niesamowitego w tym, że wesela odbiera się zupełnie inaczej po swoim ślubie, niż przed nim. Nie ukrywam, że dla mnie odmieniło się to zdecydowanie na plus. Nie lubiłam tych uroczystości dopóki nie przeżyłam własnego ślubu. Nie chodzi tylko o kreacje, chociaż nie ukrywajmy na tym skupiam się zawsze najbardziej. Suknie ślubne zdecydowanie wybiera się inaczej niż sukienki na wesele jako gość. Inaczej też odczuwa się całą uroczystość. Chodząc na wesela jako nastolatka strasznie się tam nudziłam, tak naprawdę uważam, że nie powinno się zapraszać na takie wydarzenia osób przed skończonym 18 rokiem życia. Okres kiedy byłam już pełnoletnia i zapraszano mnie na wesela też był dla mnie mało ciekawy. Mój ślub był jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Na własnym weselu bawiłam się świetnie. Najciekawsza jest jednak zmiana, która nastąpiła po nim, zaczęłam lubić śluby. Naprawdę, mogę przyznać, że z rozkoszą obserwuję młodą parę, cieszę się ich szczęściem w zupełnie inny sposób. Widzę ile starań musieli włożyć, żeby to wszystko przygotować. Dlatego doceniam to wszystko dużo bardziej niż wcześniej. Czuje, że skoro ktoś mnie zaprosił to jestem dla niego ważną osobą i chce im swoim zachowaniem, w trakcie imprezy, pokazać, że oni dla mnie też. Zaczęłam się nawet wzruszać na ślubach. To przyszło samo. Być może, po prostu starość ale słowa przysięgi powodują u mnie ciarki na skórze i łzy wzruszenia w oczach. Mam wrażenie, że taką zmianę odczuwam nie tylko ja. Mój mąż, wcześniej zagorzały przeciwnik wesel, też niedawno przyznał, że chętniej chodzi na śluby i nawet czerpie z tych imprez sporo radości.